Opiszę to na przykładzie torasemidu. Pacjent z NYHA II otrzymuje od lekarza receptę na Trifas 10mg. Lek ten jest na liście refundacyjnej w JEDNYM poziomie odpłatności (30%- w przypadku NYHA III-NYHA IV po udokumentowanym niepowodzeniu leczenia furosemidem). Na recepcie lekarz nie oznaczył poziomu refundacji i przystawił pieczątkę RLDDNFZ. Pacjent trafia z receptą do apteki, która uwierzyła w zapewnienia MZ i NFZ, że recepty z pieczątką będą refundowane przez NFZ.
W rozporządzeniu w sprawie recept jest napisane, że jeżeli na recepcie lekarz nie wpisał, wpisał w sposób nieczytelny lub niezgodny z rozporządzeniem odpłatności określonej w wykazie leków refundowanych, to w przypadku, gdy lek występuje na liście w jednej odpłatności, farmaceuta zaznacza na recepcie właściwą odpłatność.
Farmaceuta zaznacza więc JEDYNĄ możliwą na liście odpłatność 30% i realizuje receptę.
Jest rzeczą oczywistą, że refundacja pacjentowi w tym przypadku nie przysługuje, ale skąd farmaceuta ma o tym wiedzieć? On tylko zaznaczył JEDYNĄ możliwą odpłatność, zgodnie z zapisem w rozporządzeniu.
Pytanie: czy aptekarze zdają sobie sprawę z tego, że kuriozalny zapis rozporządzenia pozwala im w legalny sposób orzekać o nienależnej refundacji? I zawsze w tym przypadku będzie to orzekanie na korzyść pacjenta! I nie musi to się dziać w czasie protestu i stawiania pieczątek! Wystarczy, że lekarz nie zaznaczy odpłatności!
Takich leków jest więcej, np. clopidogrele, gabapentyny, tizanidyna, carvedilole, solifenacyna.
MZ wyprodukowało gniota! Możemy bezkarnie nie zaznaczać odpłatności, aptekarz to uzupełni, pacjent skorzysta z nienależnej refundacji i nikt za to nie odpowie!
















