I tu zaczął sie problem...
Podjechalismy do najbliższego ośrodka, a tam pani w rejestracji poinformowała, że lekarz zaczyna przyjęcia o 15.30 i ma dużo osób i nie wiadomo czy przyjmie. Była 14.15 mniej wiecej....postanowiliśmy poczekać, pani podała nma telefony do innych ośrodków i mąż zaczłą dzwonić. Niestety albo w danym dniu laryngolog nie przyjmował, albo sytuacja była podobna jak w tym ośrodku, w którym byliśmy...czekać i nie wiadomo czy przyjmie.
Dziecko mi płakało z bólu , wiec kupiłam jej szybko ibuprofen...trochę pomógł.
W końcu doktor przyszedł, wcześniej uzgodniłam z pierwszą na liscie pacjentką, ze mnie puści w razie czego...niestety doktor stwierdził, że pierwszenstwo mają osoby zarejestrowane i nie zrobiło na nim wrazenia to ,że dziecko cierpi i czekamy ponad półtorej godziny. W czasie rozmowy z tym lekarzem mojego męza nie było, bo gdzieś sobie podjechał...całe szczęście bo by awantura była na 150...
Wkurzyłam sie i pojechalismy z mężem do innej przychodni, gdzie z łaski nas przyjeto...to znaczy pani doktor była niechetna, ale potem bardzo miła i objechała swoich kolegów po fachu z innych przychodni. Stwierdziła, że ogłaszaja sie oni wszem i wobec jako takie super przyjazne dla pacjentów, otrzymują wysokie kontrakty, a potem tych pilnych pacjentów nie chcą przyjmowac, chociaż za nich jest podobno najwięcej punktów...
Przyznaję ,że nie do końca to rozumiem....skąd te wysokie kontrakty, skoro nie przyjmuą "pilnych" pacjentów....?
Pytanie...czy ktoś wie, czy taki laryngolog mógł mi odmówić? Ludzi było dużo, ale to byli pacjenci "audiologiczni" a nie "otolaryngologiczni" i nikt nie cierpiał jak moje dziecko....
Wygląda na to ,że najgorzej mają ci , których trzeba przyjąć pilnie, ale nie tak pilnie żeby od razu jechać do szpitala...
A może trzeba było do szpitala...?
Użytkownik olaM edytował ten post 09 luty 2012 - 13:59
















